Tytuł prawie odpowiada rzeczywistości. Absynt był. Skrzypaczki nie było, za to miałam okazję zwiedzić jej pracownię.
Właścicielką mieszkania jest Polka, która gra w Operze Wiedeńskiej. Tak, taaaak... Jest naprawdę dobra. Pracuje (to znaczy ćwiczy lub daje lekcje) w niewielkim mieszkanku zagubionym wśród kamienic trzeciej dzielnicy (Landstraße). Za wielkimi drewnianymi drzwiami z żelaznymi okuciami kryje się zapuszczony korytarz. Odrapane ściany, porozdzierane skrzynki na listy (zupełnie jakby ktoś rozpaczliwie chciał otworzyć skrzynkę bez klucza), tu i ówdzie sterty makulatury, jakiś stary materac. W kilku miejscach niezatuszowane ślady po wymianie instalacji. Mijane drzwi są wysokie, drewniane, pomalowane białą farbą olejną. Jednak za zakrętem, przy samym końcu korytarza, znajdują się niższe drzwi, nowe, prawie pancerne. Za tymi drzwiami pracuje skrzypaczka.
Mieszkanko właściwie nie do końca jest mieszkaniem. Ma co prawda pełnoprawną łazienkę i łóżko, ale z kuchennych przyrządów tylko lodówka wstawiona do wąskiego korytarzyka. Jakaś szczątkowa zastawa. Za korytarzykiem, za podwójną parą drzwi wita nieduży pokoik. Od razu naprzeciw wejścia ściana zastawiona płytami. Wyłącznie muzyka klasyczna i wyłącznie utwory na skrzypce. Nie żebym narzekała na ubogość, skrzypce dają przecież szerokie pole do popisu... Płyty flankują dwa wysokie okna, które wychodzą na ogród. Przy prawej ścianie stoją półki z nutami i książkami. W kącie sprzęt odtwarzający. Przy lewej stoi fotel, komoda i łóżko, a wyżej wiszą obrazki. Mnóstwo obrazków. Pośrodku pokoju królują dwa stojaki na nuty.
Wystrój taki, jakiego można się spodziewać po pracowni muzyka. Co mnie w nim urzekło? Mnóstwo, mnóstwo drobiazgów, w których można dostrzec serce właścicielki. Każda półka na nuty jest oznakowana kolorowymi literkami, książki niosą treść przeważnie z teorii muzyki, sporo z psychologii popularnej, trafiają się biografie malarzy, znalazłam nawet "Ballady i romanse". Obrazki na ścianach, z pewnością przywiezione z podróży, przedstawiają port na Malcie. Potężna kolekcja kartek okolicznościowych z misiami zdobi kąt pokoju nad łóżkiem. W wielu miejscach (ale z umiarem!) poukładano bibelotki: misie, wisiorki, szklane aniołki, naklejki z hortensjami, dzwoneczki, puzderka, serduszka, serwetki... Tu i ówdzie drobiazgi z zagranicznych koncertów, plakaty z najukochańszych przedstawień. Brzoskwiniowe i drewniane barwy. Tylko stojaki na płyty czarne, ale już
okładki płyt zazwyczaj czerwone, dzięki czarnemu tłu dobrze
wyeksponowane. Nawet zimną, białą łazienkę ocieplono naklejkami. Z jednej strony maki, z drugiej kreskówkowy Goofy.
Całość tworzy atmosferę ciepła i bezpieczeństwa. Dobre połączenie poukładanego profesjonalizmu z zakręconą indywidualnością. Nie znam szanownej pani skrzypaczki, ale jej pracownia mówi, że jest osobą wrażliwą i serdeczną. Taką właśnie, jak sobie wyobrażam wiedeńską skrzypaczkę.
A absynt? Pity z Partitą Bacha smakował wyjątkowo wybornie.
A absynt? Pity z Partitą Bacha smakował wyjątkowo wybornie.
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen