Wiedeńska galeria Albertina oferuje tak bogatą kolekcję obrazów, że nie sposób przetrawić ich wszystkich za jednym podejściem. Po ostatniej wizycie został mi jeszcze stos notatek z serii "na później", a wśród nich zapisane tajemnicze nazwisko Kiefer. Przy pierwszych oględzinach, żadnych skojarzeń. Ale gdy tylko odnalazłam pierwszą reprodukcję jego obrazu, przypomniałam sobie wszystko.
Prace Anselma Kiefera zapadły mi w pamięć jako jedyne z całej wystawy "Gerchard Richter bis Maria Lessing". Dlaczego? Trudno powiedzieć. Tak jak u wielu współczesnych twórców, widać u niego poszukiwanie odpowiedniej formy, eksperymenty z techniką, bla, bla, bla... Ale już nie raz przecież widziało się pionierskie prace genialnych ahtistów, które potrafiły wywołać u odbiorcy tylko wzruszenie ramion (o ile cokolwiek). Jednak Kiefer czymś przykuwa uwagę, czymś zatrzymuje i hipnotyzuje. I to jest bardzo niepokojące coś. Kolorów trzyma się popielnych i rdzawych. Dodaje czasem płótno, gałązki, ołowiane odlewy. Smaruje karton szelakiem i przykleja rudy piasek. Jego obrazy wyraźnie i dosłownie odstają. Przypomina to trochę prace Hasiora. Nawet w nastroju jest im bliski, chociaż Hasior zamiast modelować masę sklejał z gotowych elementów. Można stać i patrzeć, podziwiając jednocześnie spójność i różnorodność elementów, harmonie i dysharmonie wizji. I gdy tak stoisz przed obrazem, nie możesz pozbyć się przekonania, że coś się za nim kryje. Nie masz pojęcia co, ale myśli nie dają za wygraną.
Tytuł nic mi z początku nie powiedział. Przed oczami miałam przerdzewiały statek na szarym, niespokojnym morzu. W górze, równie niespokojne - niebo. W międzyczasie konstrukcje geometryczne z jasnego sznurka. W górnej części obrazu, mniej więcej pośrodku hasło "Merkaba". Dopiero niedawno otworzyło przede mną wrota dotąd zamknięte i odsłoniło obszary niezbadane. Bo termin ten wywodzi się z... kabały. Czyżbym znalazła klucz do odczytania Kiefera?
Markaba znaczy rydwan. Boski rydwan z czterema aniołami o czterech twarzach. Konstrukcja pełna energii, w ciągłym ruchu, którą widział prorok Ezechiel. Poza tym istnieje cała kabała merkawy nacechowana mistycznie, która rozwijała się w pierwszych wiekach naszej ery. Rozumiem więc, że sznurkowe konstrukcje z obrazu Kiefera są geometrycznymi przedstawieniami boskiego rydwanu. Ale co ma rydwan do łódki? Czy to znaczy, że zamieniamy nośnik wizji mistycznych z rydwanu na łódkę? A może uznajemy merkabę za symbol czterech żywiołów i w obrazie znajdujemy metaforę ludzkiego życia w jedności ze światem? A może to przedstawienie tankowca, który płynie przez Atlantyk? A może...
A może lepiej nie kombinować, tylko sobie popatrzeć?
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen