Pamiętacie opowieść o Marii Krystynie i Albercie? Wielka, spełniona miłość aż po grób i jeszcze dalej. Trzeba przyznać, że para miała szczęście. Udało im się pobrać, uciec z rewolucyjnej Francji, zajmować tym, co kochali najbardziej, czyli sztuką. A w prezencie od matki - cesarzowej Marii Teresy, dostali wygodne i w pełni urządzone gniazdko. Można je dziś oglądać jako część muzeum Albertina (Die habsburgische Prunkräume). Co prawda z oryginalnego wystroju z czasów Marii Krystyny i Alberta zostało niewiele, ale sądzę, że możemy przymknąć na to oko.
W porównaniu do pokoi cesarskich w Hofburgu lub Schönbrunnie, Albertina prezentuje się lekko i przytulnie. Ale to wcale nie znaczy, że z mniejszym przepychem. Całe korytarze i klatki schodowe wyłożono marmurami. Obok bieli królują delikatne, pastelowe róże i żółcie. Obowiązkowe lustra odbijają światło z ogromnych, kryształowych kandelabrów. Na ścianach wiszą portrety rodzinne oraz szkice mistrzów pokroju Dürera, Michała Anioła i Rafaela.
Najbardziej reprezentacyjna "Sala Muz" zawiera dziesięć figur naturalnej wielkości z piaskowca imitującego marmur. Rzeźby, autorstwa Józefa Kliebera, przedstawiają oczywiście Muzy i Apollona Muzagetesa. W klasycystycznym stylu udało się pokazać indywidualny charakter każdej z bogiń. Każda z nich jest oczywiście skończenie doskonała, ale każda na swój sposób. O Apollonie nie wspominając. Ściany i pilastry wykonano z marmuru, niczym nadzwyczajnym są złocenia detali architektonicznych. W tak pysznej sali urządzano uroczyste posiłki, koncerty i bale.
Pozostałe pokoje mają zazwyczaj ściany obite jedwabnymi tkaninami i parkiety zrobione z drewna cytrusowego, mahoniu, palisandru. Drugim wyjątkiem jest tu "Złoty Gabinet". Ściany niewielkiego pokoiku, idealnego do prowadznia poufnych rozmów i gierek, pokryto złotą folią, a dla wzmocnienia efektu na każdej ścianie umieszczono olbrzymie lustro. Efekt po zamknięciu drzwi musiał być niesamowity, gdy rozmówców z czterech stron otaczały lustra.
Prawdziwe cudeńka umieszczono na ścianach "Gabinetu Wedgwoodowego". W drewniane, malowane obicie pokoju wprawiono płytki z porcelany od Wedgwooda. Piękny niebieski kolor tła zachwyca, a białe postacie o miękkim modelunku przywodzą na myśl starożytne kamee.
Kustosze Albertiny zwracają jeszcze uwagę na meble z wiedeńskiej manufaktury Danhausera. Rzeczywiście warto je obejrzeć. Nie przytłaczają wymyślną formą czy pysznym wykończeniem. Charakteryzują się przede wszystkim funkcjonalnością i finezyjnymi, subtelnymi zdobieniami. Najwyższej jakości przykłady kunsztu i artyzmu rzemieślniczego.
W Albertinie żyli różni członkowie rodziny cesarskiej. Przewinęli się tu arcyksiążęta Karol i Fryderyk z żonami, Alfons XII Burbon z matką. Po rozpadzie cesarstwa Habsburgowie wywieźli z pałacu wszelkie ruchomości, a pokoje służyły za sale wystawowe, biblioteki i biura. Trzeba przyznać, że niemało pieniędzy, czasu i determinacji wykazali Austriacy, żeby znaleźć i wykupić oryginalne cesarskie wyposażenie i żeby odrestaurować apartamenty. Otwarcie nastąpiło niedawno, bo dopiero w 2007 roku. Efekt robi wrażenie.
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen