Sonntag, 17. Juni 2012

Hundertwasser

     Już czwarty miesiąc w Wiedniu i nie napisałam o Hundertwasserhaus? Naprawdę nie napisałam nic o Hundertwasserhaus? Niemożliwe! A jednak. 

     Hundertwasserhaus to jedno z pierwszych skojarzeń jakie się wpaja uczniom w odniesieniu do Wiednia. Zaraz obok walca wiedeńskiego i tortu Sachera, rzecz jasna. Doskonale pamiętam jego zdjęcie zamieszczone gdzieś w podręczniku do niemieckiego dla szkoły podstawowej. Motyw powtarzał się później dość regularnie na kolejnych szczeblach edukacji. W efekcie zupełnie straciłam zainteresowanie tym Hausem ('domem') i szerzej samym Hundertwasserem. Co by jednak mówić, jest to coś, co trzeba zobaczyć i już. Więc zobaczyłam i oto dowody:


     Hundertwasserhaus w całej okazałości i pełnej chwale zielonych liści. Z tej perspektywy nawet fajne. Hundertwasser (a właściwie Fryderyk Stowasser) programowo monotonii mówił: NIE! Nie znajdziemy więc u niego dwóch takich samych okien, kolumn czy czegokolwiek innego. Architektem był wyzwolonym i się tego nie wstydził.



     Powyżej widać całkiem nieźle charakterystyczne dla Hundertwassera zabawy z elewacją. Kolorowe, nieregularne segmenty, różne-różniste płytki, zaokrąglone linie i powierzchnie. Poniżej natomiast zdjęcie zupełnie innego budynku. Jest to Kunst-Haus-Wien. Cechy podobne. Należy jeszcze zwrócić uwagę na pnące się pnącza, które są integralną częścią wizji artystycznej. W Kunst-Haus-Wien mieści się muzeum Hundertwassera, który był przede wszystkim malarzem, rysownikiem i rzeźbiarzem, o czym jednak niewiele się mówi. W środku jeszcze nie byłam. Ale może kiedyś zajrzę.



     Pomimo tego, że popieram rękami i nogami założenia Hundertwasssera, nie mogę się przekonać do jego estetyki. Jego kolumienki i krzywe podłogi nie przekonują mnie. Nie trafiają do serca. Raczej nie chciałabym zamieszkać w budynku przez niego zaprojektowanym (chociaż twierdził, że buduje dla ludzi i z myślą o ich wygodzie, komforcie i dobrym samopoczuciu na co dzień). Sądzę jednak, że tego typu budowle są potrzebne i cieszę się, że znaleźli się inwestorzy skłonni wyłożyć pieniądze na takie pomysły.

    Jest jednak w mieście jeszcze jeden budynek, który wyszedł spod ręki Hundertwassera. To Spittelau - spalarnia śmieci. Nie udało mi się jeszcze zrobić dobrych zdjęć tego miejsca, ale na pewno warto je zobaczyć z bliska. Jak na razie jest jedynym budynkiem Hundertwasesra, który naprawdę mi się spodobał. Wieżę Spittelau widać z daleka z wielu punktów Wiednia. Wysoka, niebieska, połyskuje złotą kulą. Bardzo pozytywny element krajobrazu. Pod spalarnię można bez problemu dotrzeć metrem - moją ukochaną linią nadziemną U6. Pociąg zatacza wokół budynku szeroki łuk, co pozwala obejrzeć spalarnię z wielu stron. Spittelau wygląda jak pałac z bajki (te złote kule i blanki wyłożone granatowymi, błyszczącymi płytkami!). Tuż obok znajduje się jeszcze Uniwersytet Ekonomiczny (czy coś w tym stylu), który tworzy świetny zestaw ze spalarnią. Uniwersytet składa się z typowych brył, ale nie mogę powiedzieć, żeby był budynkiem typowym. Kolejne białe kondygnacje z czerwonymi elementami układają się w tarasy. Na tarasach rosną rośliny, więc wszystko razem przypomina ogrody Semiramidy. Wiszące ogrody i pałac z bajki. Cudo!



PS. Jak uda mi się zrobić lepsze zdjęcia, to podrzucę. Ile razy mam powtarzać, że ja nie potrafię robić zdjęć? Niestety najlepszy widok rozciąga się z metra, a z pociągu trudno się fotografuje. Poza tym przez Spittelau wiedzie droga na Donauinsel, więc zazwyczaj spalarnia przegrywa w starciu z rajską wyspą...

1 Kommentar:

  1. Dziękuję! A teraz może jakieś wideo z Twoim głosem zza kadru? :)

    AntwortenLöschen