W przerwie między jakże fascynującymi zajęciami w stylu pranie i zakupy wybrałam się do Kunsthistorisches Museum. Tym razem wybrałam mroczniejsze skrzydło, gdzie mieszczą się prace malarzy niemieckich, holenderskich i flamandzkich. Ściany sal wystawowych są ciemnozielone lub granatowe, białe sklepienia wyjątkowo skromne, o gładkiej fakturze, ozdobione tylko delikatnymi srebrnymi liniami.
Na wejściu sława i chwała niemieckiego malarstwa - Albrecht Dürer. Oczywiście nie on jeden dostał się do zaszczytnej pierwszej sali. Dürer na oko wydaje się najlepszy, ale można też zerknąć na Albrechta Altdorfera, Lucasów Cranachów (ojca i syna), Holbeina... Tematyka biblijna, trochę portretów, takie tam. Coś tu jakby perspektywa utyka, tam pan ma chyba za krótkie nóżki, gdzie indziej czyjeś ciało wygląda jak worek kartofli ubrany w obszerną szatę. Altodrfer jakoś nie przypadł mi do gustu. Najbardziej eksponowane jego dzieło Lot und seine Töchter powstało na zamówienie pewnego kupca. Obraz jest ponoć pierwszym nagim aktem w malarstwie niemieckim i temat córek, które spiły ojca winem, aby podtrzymać ciągłość rodu, jest tylko pretekstem do pokazania kobiecego ciała. Obowiązkowo w tle widać płonące jeszcze Sodomę i Gomorę, a na pierwszym planie stary, zdziadziały Lot z głupawym uśmieszkiem ślini się do swojej własnej córki. Rzeczony kupiec, u którego wisiał obraz, zmarł w wyniku egzekucji po procesie o gwałt, nierząd i kazirodztwo. Urocze, prawda?
Lucasów Cranachów trzymają w KHM mnóstwo (i nie tylko Lucasów, ród to był niezwykle płodny w malarzy). W końcu piastowali stanowisko oficjalnych malarzy dworu saksońskiego, malowali dla cesarzy, książąt i elektorów. Cranach Starszy czaruje scenami polowań. Jak już pisałam, perspektywę ma zdecydowanie nieperspektywiczną. Wyjętą jeszcze ze średniowiecza. Ale same postaci, dbałość o szczegóły, uczucie włożone w każdą namalowaną istotę sprawiają, że można oglądać te obrazy godzinami. Widać każdy etap polowania. Obławę na jelenie, pościg z psami, zapędzanie zwierzyny do rzeki i strzelanie z kuszy do osaczonych zwierząt. Sama śmietanka towarzyska ówczesnej Europy została tam sportretowana w roli świetnych myśliwych. Pod nogami uczestników piętrzą się zdobycze - ciała wspaniałych rogaczy. Nawet damy w otoczeniu świty znajdują rozrywkę w strzelaniu z kuszy. Wspaniałych jeleni wystarczy aż nadto, a Lascaux to przy tym pustynia. Gonitwa dynamiczna jak należy, władcy statyczni i dostojni jak należy.
Zbliżonym bogactwem, choć mniejszą dynamiką, charakteryzuje się Das Paradies, czyli historia Adamy i Ewy w Raju. Na pierwszym planie Bóg przemawia do Adama i Ewy, w tle natomiast przedstawiono najważniejsze wydarzenia z początków świata, czyli stworzenie Adama, kuszenie Ewy, stworzenie Ewy z żebra Adama (Bóg Ewę dosłownie wyciąga z tego żebra), poznanie wstydu przez pierwszych ludzi i wygnanie z Raju. Das Paradies przypomina swojskie środkowoeuropejskie lasy, łąki i polany. Obfitość wszystkiego jest obfitością doskonale nam znaną: grusze, jabłonie, krzewy owocowe, pełno bażantów i przepiórek, brodzące bociany, łabędzie i czaple nad wodą, wierny pies u stóp ludzi, rącze konie i jelenie. Dokładnie na środku obrazu siedzą dwa niedźdzwiedzie, które wyglądają, jakby jeden drugiemu coś zawzięcie tłumaczył. Dokładność w liniach każdego listka, każdego włoska i piórka zachwyca mnie. Opowieść wymalowana przez Cranacha jest prosta i czytelna, chociaż nieliniowa.
Fascynującym obrazem jest Judith mit dem Haupt des Holofernes. Oto mamy przed sobą kobietę, która uratowała miasto Betulię przed Asyryjczykami, udając się w nocy do obozu wrogów i podstępnie mordując ich przywódcę - Holofernesa. Przekradła się niepostrzeżenie do jego namiotu, zaproponowała mu sojusz. Wódz, zachwycony jej wdziękami, stracił czujność. Gdy zostali sami, Judyta mieczem odrąbała głowę Holofernesa i potajmnie wróciła do swojego miasta. Tymczasem na obrazie mamy do czynienia ze spokojną, dystyngowaną damą. Nosi na sobie wykwitne ubranie, fantazyjny czerwony kapelusik, usteczka ma zacięte, a oczy jakby ironicznie przymrużone. Trzyma w ręku prosty, jasny miecz. O dokonanym morderstwie świadczy ucięta głowa mężczyzny, której w pierwszym momencie nie dostrzegamy pochłonięci urodą kobiety. Judyta z satysfakcją i pewnością siebie położyła na niej rękę. "Patrzcie - mówi kobieta - zapamiętajcie i nie wchodźcie mi w drogę, bo skończycie jak ten tutaj". Drugie znaczenie obraz zyskuje, gdy umieścimy go kontekście historycznym. Cranach dobrze znał Lutra (jest też autorem jego portretu, który wylądował chyba we wszystkich podręcznikach historii) i Melanchtona. Ruch reformacyjny utożsamiał się z piękną, mądrą i odważną Judytą, która wybawiła niewinny lud przed niewolą. Gdy zestawić Holofernesa na przykład z papieżem albo katolickim cesarzem, reszta dopowiada się sama.
Z kolei Holbein Młodszy ujął mnie portretem Jane Seymour. Ów pan trafił na dwór Henryka VIII i jest autorem najsłynniejszych portretów króla i kilku jego żon. Poza tym namalował również Cromwella, Erasma z Rotterdamu, Tomasza Morusa... W Kunsthistorisches jednak zatrzymałam się tylko przy Jane Seymour. Była trzecią z sześciu żon Henryka i matką jego jedynego męskiego potomka. Zastanawia mnie jej żywot. Była dwórką zarówno pierwszej jak i drugiej żony króla. Była też spokrewniona z Anną Boleyn. Z tego, co czytam, wynika, że nie wyróżniała się jakimiś szczególnymi zdolnościami. Cicha, spokojna, poukładana, niezbyt piękna, ale i niebrzydka. Co spowodowało, że król zwrócił na nią uwagę? Na obrazie przedstawiono ją w pięknym stroju uszytym z drogich materiałów przetykanych złotą nicią. Nosi złotą biżuterię ze szlachetnymi kamieniami, ale włosy zakrywa czepkiem. Stoi wyprostowana i dumna. Spogląda przed siebie stateczna, zamyślona, jakby smutna. Dłonie trzyma razem. Widać krótko przycięte paznokcie, które mogą wskazywać na jej biegłość w robótkach. Na jej grobie widnieje epitafium.
Phoenix Jana iacet, nato Phoenice ; dolendum,
- Secula Phoenices nulla tulisse duas.
Czas na Dürera. Nie będę się rozpisywać o jego życiorysie, bo był bogaty, skomplikowany i każdy może sobie o nim poczytać, do czego zachęcam. Jego obrazy i grafiki zdradzają najwyższe mistrzostwo. Najistotniejszym epizodem dla jego pojęcia sztuki była wizyta we Włoszech. W wiedeńskiej galerii wisi na przykład portret Johannesa Klebergera stylizowany na rzymskie popiersia. Można również podziwiać portret uroczej weneckiej damy o blond włosach. Kobietę przedstawiono w ciepłej tonacji na czarnym tle. Wdzięcznie trzyma głowę delikatnie pochyloną do przodu. Złote fale otaczają jej twarz. W kompozycji dominują łagodne owale. Klejnocik! Obraz cieszy się taką popularnością, że w muzealnym sklepiku można kupić nawet kopię naszyjnika z czarnych kamieni i pereł, który nosi kobieta.
Najbardziej przykuł moją uwagę portret młodzieńca. Pradopodobnie był to syn bliżej nieznanego kupca, który chciał się dowartościować, zamawiając portret. W podobny sposób, jak w wypadku Wenecjanki, Dürer z czarnego tła wydobywa miękką, jasną i ciepłą postać. Łagodność przedstawienia wzmacniają rudoblond kędziory młodzieńca i jego puchowy jeszcze zarost. Podpinka z rudego lisa dopina całość. Niewinna młodość, która ufnie patrzy w przyszłość. Do portretu dołączono jednak ostrzeżenie. Po drugiej stronie obrazu Dürer namalował portret starej kobiety. Jest pomarszczona, siwa, szczerbata i ma obwisłe piersi. W rękach trzyma worek złotych monet. Memento mori?
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen