W najlepszym chyba swoim opowiadaniu "Panny z Wilka" przyrównuje Iwaszkiewicz jedną z bohaterek - Tunię, do "aniołów z obrazów Giorgione'a". Z miejsca zafascynowała mnie ta metafora. Bo co znaczy dla mnie odwołanie do malarza, jeżeli nie widziałam jego obrazów? Czytałam "Panny z Wilka" kilka lat temu, jednak w obliczu licznych tomów, które czekały jeszcze w kolejce, poszukiwania ikonograficzne odłożyłam na później. Akurat dzisiaj, wędrując (dość bezmyślnie, przyznaję) po Kunsthistorisches Museum, wzrok potknął mi się o tabliczkę "Giorgione". Czyżbym przypadkiem znalazła wyjaśnienie metafory?
Kącik Giorgione'a znajduje się daleko, ukryty za całym malarstwem włoskim czy hiszpańskim, w bocznym, ciemnozielonym korytarzu, do którego tym bardziej trudno w tej chwili dotrzeć, bo niektóre sale poddano reorganizacji. Pierwszy obraz: "Laura". Młoda, okrągła na twarzy, czarnowłosa kobieta ubrana w czerwony płaszcz podbity futrem. Delikatnym gestem odsłania nagą bladoróżową pierś. Biała, półprzeźroczysta szarfa płynie przez jej ramię, przez dekolt i opada za piersią. Wzrok mimowolnie daje się porwać tej wstędze. Od mglistej piersi wędruje za materią w górę do pięknych, orzechowych oczu, które są najmocniejszym akcentem w całym przedstawieniu. I z powrotem. W tle widać gałęcie drzewa laurowego tak, że trudno powiedzieć, czy kobieta stoi przy nim, czy ono z niej wyrasta. Symbol zwycięstwa malarstwa? Dafne? Laura, Laura... Dyskusja z "Sonetami do Laury"? Chyba muszę wrócić do Petrarki.
Pomimo wspaniałej urody Laura to nie anioł. Patrzę więc na następny portret. "Młody mężczyzna ze strzałą". Znawcy koniecznie chcą go z kimś utożsamić. A to z Erosem, a to ze świętym Sebastianem. Człowiek, którego widzę, to uroczy, świeży, ale wciąż chłopiec. Zamyślony, melancholijny. Krój ust i spojrzenie ma kobiece. Ile mógłby mieć lat? Nie sposób powiedzieć, bo jest to uroda uniwersalna, ponadczasowa, nieuchwytna. Niedbale trzyma strzałę, jakby zupełnie przypadkiem trafiła w jego ręce, jakby nie do końca wiedział, do czego służy albo była dla niego tylko zabawką. Przepiękną, rytmiczną kompozycję ma ten portret. Linie subtelnie się powtarzają, czerwona szata znajduje kontrapunkt w czerwonym zwieńczeniu strzały. Ginące w ciemnym tle brązowe loki chłopca nadają mu charakter zjawy ze snu.
Pośrodku salki jeszcze jeden obraz. Tym razem większy. Trzech mężczyzn w plenerze. Tytuł: "Trzej filozofowie". Niech będzie, że filozofowie, chociaż mi przypominają trochę Mędrców ze Wschodu. I tak nikt nie jest w stanie stwierdzić, którzy mieliby to być filozofowie. Dobry rysunek, żywe barwy, ładny landszafcik w tle. Nie tego szukam.
Po wyjściu z muzeum poszperałam trochę na temat Giorgione'a. Osiągnął wiek Chrystusowy (33 lata), po czym umarł. Jedynym obrazem, który na pewno dokończył i który podpisał, był obraz "Laury". Pozostałe są podejrzane o udział innych malarzy, na przykład Tycjana. W sumie historycy sztuki uznają, że Giorgione był autorem tylko sześciu obrazów, które przetrwały do dziś. Jak każdy artysta, który narobił szumu i umarł młodo, Giorgione obrósł legendą.
A gdzie podziały się moje anioły? Nie było ich na żadnej reprodukcji, które znalazłam. Czy Iwaszkiewicz się pomylił? Czy widział jakiś obraz, który przypisuje się Giorgione, na którym przedstawiono anioły? Może chciał wskazać na "Laurę" i odwieczny spór między słowem a obrazem. A może miał na myśli anielsko pięknego młodzieńca ze strzałą? Ni to mężczyznę, ni kobietę, umieszczonego dla kaprysu poza tradycją pogańską i chrześcijańską? Muszę to jeszcze przemyśleć.
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen