Sonntag, 18. März 2012

Wiosna, ach to Ty!

     Oficjalnie ogłaszam, że Wiosna przyszła. Kwiaty powychodziły gromadnie spod trawy, a ludzie masowo wylegli na ulice, żeby złapać trochę słońca. Jakieś ptaszysko na okrągło wyśpiewuje swoje arie z drzewa naprzeciw okna, a snop dziennego światła budzi mnie wytrwale już od siódmej rano. Życie jest piękne.

     Ciepło sprzyja spacerom i wyprawom do parku. Można na przykład przejść się do pobliskiego Währinger Park, zeby poczytać. W parku jest wielki plac zabaw dla dzieci z fantazyjnymi urządzeniami, skatepark dla rolkarzy, deskorolkarzy, hulajnogowców i bikerów. Siatką ogrodzono specjalne strefy, w których można puścić wolno każdego psa. Ławki ciągną się licznie wzdłuż alejek. Nie mniejszą popularnością cieszą się też miejscówki na ziemi. Nawet o tak wczesnej porze roku cieszy czystość i zieloność trawy. Po jednej stronie parku znajduje się bieżnia i boisko, po drugiej zabudowania mojego uniwersytetu. Chodzę tam co piątek na zajęcia z archeologii.

     Wielką zaletą parku jest jego bliskość. Po pięciu minutach spaceru jestem na miejscu. Mogę usiąść na ławce i popatrzeć na ciekawych ludzi. Liczną grupę stanowią studenci, ze względu na bliskość uczelni. Rozkładają się na trawniku, popijają piwko i rozmawiają. Niektórzy ćwiczą tzw. slacklining, czyli chodzenie po linie. Właściwie to nie lina, lecz taśma, i wisi na wysokości zazwyczaj pół metra, ale wzbudza spore emocje i zainteresowanie. W niektórych parkach wybudowano nawet specjalne betonowe słupki do rozwieszania taśmy. Poza studentami do parku chodzą oczywiście rodziny z dziećmi. Jest ich naprawdę mnóstwo w każdym parku. Place zabaw są dobrze przemyślane i odpowiednie dla każdej grupy wiekowej. W wiedeńskich parkach ludzie często biegają i jeżdżą rowerami. Po samych twarzach i sylwetkach widać, że wszyscy tu bardzo dbają o zdrowie. Kosze segregacyjne (hmm... istnieje takie sformułowanie w polszczyźnie?) stoją niemal na każdym rogu, więc o zdrowym środowisku też się nie zapomina. Popularnym środkiem transportu jest Smart, kopnięte żelazko - jak mówi mój dziadek. Małe autko miejskie doskonale sprawdza się w tutejszych warunkach, bo zajmuje niewiele miejsca, a i spalanie paliwa ma nienajgorsze (a benzyna tu pioruńsko droga). Poza tym miasto ma doskonałą komunikację miejską przystosowaną do wózków dziecięcych i inwalidzkich, do najbliższego większego parku można więc spkojnie podjechać autobusem. Mniejsze parki i skwery spotyka się co i rusz, przez co zdążyłam się już zakochać w tym mieście.

     Nawet przed akademikiem mam uroczy skwerek. Wysokie drzewa otoczone kamienicami stwarzają poczucie bezpieczeństwa. Kawałek dalej (monotonii mówimy stop!) w centrum kwartału stoją całkiem swojskie bloki. Wysokie na jakieś siedem-osiem pięter, jasnozielone lub jasnokremowe, z balkonami. Jakby je ktoś tu ze Śłużewa przeniósł. Po dłuższych oględzinach widać i różnice. Pomiędzy blokami mnóstwo stojaków rowerowych, podziemne parkingi ukryte pod ogrodem, balkony pomalowane przez mieszkańców w esy-floresy. Cisza w niedzielny poranek wręcz przeszywająca. 

     Kawałek dalej trafiłam na artystyczne zagłębie. Dla kaprysu weszłam w pierwszą lepszą bramę przy Währinger Straße. Za bramą jakiś trawnik, dookoła jakieś przejazdy, tylne wejścia do budynków, a na wprost przejście między dwoma rzędami budynków zakryte to dachem, to blachą, to przezroczystym plastikiem. Przed wejściem reklama firmy budowlanej. W głębi natomiast ciągną się tajemnicze drzwi i pozamykane okna. Ściany są odrapane, często popisane, tu i ówdzie stary plakat. W kilku witrynach umieszczono grafiki i fragmenty tekstów. Znalazłam też jedną tablicę zapisaną kredą. Tekst na niej dłuższy niż pozostałe, na pierwszy rzut oka przypomina fragment dłuższej prozy. Mnóstwo nieznanych wyrazów. Nie rozumiem. Ale sfotografowałam tekst i zamierzam go przetłumaczyć. Przejście kończy się kolejną bramą, która wychodzi na Gentzgasse. Muszę kiedyś zajrzeć tam ponownie, żeby sprawdzić, czy to miejsce naprawdę żyje, czy jest tylko pozostałością po czymś, co już umarło.

     Bo Wiedeń nie jest do końca idealny. Niczym szczególnym są puste wystawy zamkniętych sklepów czy restauracji. Przy ruchliwszych ulicach szybko zapełniają się od nowa, ale przy Semperstraße lub Sternwartestraße, które są naprawdę ciche i mało uczęszczane, jest takich miejsc więcej. Widać, że niektórym właścicielom psów nie chce się wydłużać spaceru o te dziesięć minut i pozwalają swoim pupilom załatwiać się na chodniku. Do obszernych kubłów na segregowane odpady często zaglądają różni ludzie. Biedacy? Bezdomni? Po prostu zbieracze puszek? Przy Hauptuni spotkałam kilkoro żebraków, ale widać po nich ewidentnie, że są Cyganami, którzy w ten sposób "zarabiają". W mojej osiemnastej dzielnicy mieści się dużo bogatych willi i jest naprawdę spokojnie, ale na przykład wzdłuż Mariahilfer Straße bywa niebezpiecznie. Mieszka tam więcej imigrantów, którym ciężko odnaleźć się w drogim, bogatym, europejskim mieście. Wieczorami na każdym roku prostytutki zaczepiają przechodniów. Tam i gdzie indziej widziałam sytuacje, w których kilku mężczyzn różnych narodowości wygraża sobie nawzajem w łamanym niemieckim. Raz pobili się w biały dzień. Zdarzyło się to dokładnie vis a vis dumnej Volksoper. Mieszkam tu ledwo paręnaście dni i obracam się w obrębie czterech-pięciu wewnętrznych dzielnic na ogólną liczbę dwudziestu trzech. Kto wie, co się tam dzieje?

     Wracając do przyjemniejszych spraw... W końcu wiosna, czyż nie? Helena wzięła mnie do  jednego z największych parków w mieście: Turkenschanz Park. Nie mam pojęcia, dlaczego się tak nazywa, Helena też nie. Ale wkrótce to sprawdzę. Faktem jest, że park jest spory. Ma urozmaiconą rzeźbę terenu. Mnóstwo w nim oczek wodnych, pagórków, mostków, urokliwych przejść, drzew i trawników, po których można deptać. Przeraziłam się ilością ludzi, która tam uderzyła. Nie miałam pojęcia, że chodzenie do parku może być zjawiskiem masowym. Wyglądało to, jakby odbywał się jakiś festyn, ale żadnego nie było. Helena wyjaśniła, że właściwie, to zawsze jest tak w słoneczne niedziele. Widać, muszę się przyzwyczaić do tłumów. Pomimo zagubienia wśród ludzi spacer okazał się nadzwyczaj przyjemny. Moja rozmówczyni czyni błyskawiczne postępy w polszczyźnie i ma doskonałą wymowę. Wzajemne, nieprzymuszone, swobodne uczenie się swoich języków daje błyskawiczne efekty i wprawia w radosny nastrój. Zdecydowanie polecam na wiosnę.

Keine Kommentare:

Kommentar veröffentlichen