Universität Wien. Moja nowa Alma Mater (Rudolphina Vindoboniensis). Nieustające źródło podniet umysłowych tudzież intelektualnego hedonizmu.
Dnia szóstego marca oficjalnie wzięłam udział w swoich pierwszych zajęciach. Plan tygodnia opiszę jednak w innym czasie. Prowadzący zaczynają w różnych terminach (niektóre dopiero pod koniec marca), z niektórych zajęć już zdążyłam zrezygnować, a na niektóre jeszcze nie zdążyłam się zapisać. Wszystko się może zdarzyć, więc tę notkę poświęcę jeszcze materii, czyli głównemu budynkowi uniwersytetu.
W 1884 roku niezmordowany cesarz Franciszek Józef I otworzył nowy budynek Uniwersytetu (Hauptgebäude der Universität Wien, w skrócie Hauptuni). Autorem projektu był Heinrich von Ferstel. Architekt ów zaprojektował sporo ważnych wiedeńskich budowli, na przykład neogotycki Kościół Wotywny, który stoi tuż obok uniwersytetu. Hauptuni i Votivkirche stanowią interesujące zestawienie tym bardziej, że budynek uczelni wzorowano dla odmiany na włoskim renesansie. Jeżeli dodamy do tego sąsiedni Schottentor, czyli podziemno-naziemną pętlę tramwajową, otrzymamy naprawdę fascynujący krajobraz. Niezwykle różnorodny, a jednocześnie harmonijny. Von Ferstel zostawił swój ślad i u nas. Kierował przebudową kościoła w Bielsku-Białej. Kto nie wierzy, niech sprawdzi.
Wracając do Hauptuni... Stoi przy reprezentacyjnej Ringstraße i nawet w zestawieniu z pałacem cesarskim nie traci nic z monumentalności i przepychu. Główne wejście (Aula) przyprawia biednego imigranta o niemy podziw. Kolumny, marmury, sklepienia zdobione stiukiem, lista rektorów od założenia uniwersytetu wypisana złotymi zgłoskami w różowym kamieniu i kącik wiedeńskich noblistów. Na lewo i prawo rozchodzą się potężne klatki schodowe, a na wprost można wyjść na dziedziniec centralny (Arkadenhof). Pośrodku króluje kobieta - Muza. Uosobienie Wiedzy. Natomiast dookoła pod arkadami stoją sto pięćdziesiąt cztery popiersia zasłużonych absolwentów uniwersytetu płci męskiej. I jedna jedyna tablica pamiątkowa ku czci kobiety: Marii Ebner-Eschenbach (taka austriacka Konopnicka lub Orzeszkowa). Na dziedzińcu można bardzo przyjemnie posiedzieć lub położyć się na trawie. Można też szybko przejść z dziedzińca do innej części budynku, co od wewnątrz wcale nie jest proste i oczywiste.
Namiary na sale zajęciowe podaje się wedle schematu: piętro, pobliska klatka schodowa, nazwa sali. Numeracja sal istnieje tu w postaci szczątkowej. Pozostałe wyznaczniki też nieszczególnie poddają się logice. Równo z poziomem ulicy mamy Tiefparterre, do którego prowadzą cztery wejścia. Potem jest Hochparterre, do którego prowadzi wejście główne i na tym poziomie jest Arkadenhof. Później dopiero mamy Obergeschoß, czyli 1. und 2. Stock, czyli pierwsze i drugie piętro. Nie wydaje się, żeby klatki schodowe numerowano po kolei. Idąc od głównego wejścia w prawo, mijamy najpierw klatkę 2, potem 6, 8 i 10, idąc w lewo mamy klatkę 1, 5, 7, 7a, 11... Prawdopodobnie kryje to pewien zamysł, lecz zbyt krótko jeszcze błądziłam po tych korytarzach, aby go pojąć.
Bynajmniej, nie nudzę się podczas poszukiwania sal. W budynku czuję się jak w pałacu. Roi się tu od nieoczekiwanych przejść, wielkich i małych sal, zaułków, pysznych zdobień i potężnych drzwi, na które muszę się rzucić całym ciężarem, żeby ruszyły z miejsca. Brakuje tylko dam i kawalerów w strojach z epoki (nie ważne jakiej). Podczas dni otwartych wpuszczono nas studentów do sali reprezentacyjnej (der Große Festsaal). Niestety zbyt duża ilość bodźców w postaci tłumu ulotkarzy, hostess i innych zagubionych studentów na raz spowodowała, że z tej wizyty zapamiętałam tylko dominujące złoto i czerwień. A ponoć gdzieś tam wiszą prace Matscha i Klimta. Może innym razem uda mi się przyjrzeć?
W głównym budynku znajduje się Rektorat, Senat, Rada Uniwersytetu, główna biblioteka i sale różnych wydziałów, głównie historia, prawo, teologia katolicka i ewangelicka, socjologia, germanistyka i oczywiście moje ukochane nauki o starożytności (Altertumswissenschaft). Poza tym budynki uniwersytetu są rozsiane po całym Wiedniu.
Warto napisać jeszcze o bibliotece. Jest cudowna! Jest piękna! Mają tam książki! Mnóstwo książek, które tylko czekają, żeby je przeczytać. Czyż to nie wspaniałe? A wracając na ziemię, główna czytelnia to wielka sala z pulpitami pośrodku i półkami na piętrach dookoła. Książki z czytelni są ogólnie dostępne, pozostałe można z magazynu zamówić tylko na kartę studencką. Wszystko jest blisko, nie trzeba daleko biegać. Szatnia z szafkami na kluczyk w podziemiach, na parterze rejestracja i stanowiska komputerowe, na pięterku czytelnia z widokiem na dziedziniec. Oprócz głównej biblioteki w Hauptuni ukryto biblioteki instytutowe. Udało mi się odwiedzić bibliotekę Filologii Klasycznej i wydaje mi się jeszcze wspanialsza od głównej. Przede wszystkim nie ma w niej tylu ludzi, a wszystkie książki są w zasięgu ręki. Księgozbiór naprawdę przepotężny i zajmuje dwie solidne sale o wysokości na oko ponad czterech metrów. Posiadają prawie wszystkie książki, jakie filologowi klasycznemu do szczęścia są potrzebne. Podejrzewam, że w ilości czasu, który w niej spędzę, czytelnia przebije nawet Kunsthistorisches Museum.
Na koniec jeszcze ciekawostka. Strona internetowa Univie uparcie i oficjalnie twierdzi, że to
drugi uniwersytet w Europie Środkowej po Pradze. Coś dzwoni...
Taaaak... To lekcje historii w szkole podstawowej i powtarzane w kółko twierdzenie, że to
Akademia Krakowska była drugim uniwersytetem w naszej okolicy po Pradze
(1348). Nie wytrzymałam. Sprawdziłam. Kraków 1364, Wiedeń 1365, potem jeszcze Pecz 1367
i Heidelberg 1386. Oj, nieładnie. Czyżby Austriacy nie uznawali
przynależności Krakowa do Europy Środkowej? Już nawet niemiecka Wikipedia
zawiera bardziej precyzyjne zdanie, że jest to drugi uniwersytet, ale
na terenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Napisałam
więc do redakcji strony ze sprostowaniem i czekam na odpowiedź.
Widzę, że zajęć masz aż nadto. A ja Ci zaproponuję jeszcze małą grę miejską :) Na początek zidentyfikuj to miejsce: https://lh3.googleusercontent.com/-JhcfINZfOBM/SNfQkel-P1I/AAAAAAAAA5U/qnXi5RpC8e4/s800/img_5680.jpg. Podpowiedź: Gdzie Henryk z West Yorkshire opary swych surrealistycznych idei zakuł w skałę i otoczył wodą, tam swój niczym nieskrępowany zachwyt zepchnij w czeluść obdartych z romantyzmu faktów.
AntwortenLöschenMam wrażenie, że tam już byłam. Ale muszę to sprawdzić. Dzięki :)
AntwortenLöschen