Niedzielna pogoda sprzyja wycieczkom, a trudno o przyjemniejsze miejsce w Wiedniu niż pałac Schönbrunn. Słynna siedziba jeszcze słynniejszej cesarzowej Sisi.
Przed Sisi miejsce miało oczywiście swoją długą historię. Najpierw pełnił funkcję wypadowej chatki myśliwskiej lub w najlepszym razie letniej rezydencji. Dopiero za rządów Marii Teresy stał się centrum życia politycznego i towarzyskiego całego dworu. Swój teraźniejszy kształt zawdzięcza w głównej mierze właśnie tej cesarzowej, która nie szczędziła środków i ludzi, aby uświetnić swoją ulubioną rezydencję. W połowie XVIII wieku architekt Nicolaus Pacassi wykończył komnaty dla cesarzowej i jej małżonka (to nie byle jaki architekt: innymi jego dziełami są na przykład pałace w Budzie i Pradze). Później odbywał się tu roztańczony kongres wiedeński. A w drugiej połowie XIX wieku pałacem zaopiekowała się żona cesarza Franciszka Józefa - Elżbieta.
Droga do pałacu nie jest tak reprezentacyjna, jak można by się spodziewać. Schönbrunn znaczy co prawda 'piękne źródło', ale pięknym źródłem to źródło było chyba sto pięćdziesiąt lat temu. Teraz jest to betonowa rynna ze ściekiem w środku, obok której biegnie linia metra. Na lewo i prawo ciągną się budynki różnej proweniencji i urody. Przechadzce też nie dodawały uroku liczne oraz obfite ślady po psim moczu.
Natomiast w samym pałacu! Jakby człowiek znalazł się w innym świecie. Za główną bramą wpada się w objęcia okazałego budynku wymalowanego żółtą farbą. Wielkiego, barokowego i pełnego zdobień, okien i marmurowych schodów. Minąwszy budynek pałacu z jednej bądź drugiej strony wchodzimy do rozległych ogrodów. Wstęp do zespołu parkowego jest wolny. To ulubione miejsce do weekendowego joggingu lub piknikowania. Tuż przy pałacu są klomby kwiatowe (które niestety jeszcze nie w pełni rozkwitły). Dalej zaczyna się pagórek. U jego stóp pyszni się barokowa fontanna, a na szczycie glorieta (otwarty, ogrodowy pawilon) - symbol potęgi wojskowej Habsburgów (teraz kawiarnia). Wszędzie dookoła rosną drzewa w równych rzędach. Alejki wiodą tędy i owędy. Czasem przejedzie powóz. W skład ogrodów Schönbrunn wchodzi też ZOO.
Wewnątrz budynek pyszni się jeszcze pyszniej. W Muzeum Schönbrunn do zwiedzenia są komnaty Franciszka Józefa, Elżbiety i Marii Teresy. W salach reprezentacyjnych aż kapie bogactwem: gigantyczne lustra i kryształowe kandelabry, złote wykończenia, jedwabne tapety, porcelana chińska i miśnieńska, portrety rodziny cesarskiej i propagandowe obrazy, monumentalne freski na sufitach i haftowane emblematy cesarskie na chusteczkach. Przy tym całym dobrobycie komnaty prywatne cesarzy były zadziwiająco skromne. W gabinecie Franciszka Józefa stoi solidne biurko, ale trudno w nim szukać ozdobności. W sypialni ma zupełnie proste, dość krótkie łóżko. Po jego jednej stronie klęcznik i krzyk, po drugiej toaletka. Prócz tego wyposażenie pokoju stanowiły tylko obrazy rodzinne i fotele do siedzenia. Dominuje spokojny, przytulny brąz. Rodzinna jadalnia nie ocieka złotem tak jak reprezentacyjne sale. Cesarz nie wybrzydzał przy jedzeniu jak Franzuzik, ale zadowalał się prostym wiedeńskim sznyclem. Wstawał o piątej rano, trzy razy w tygodniu przyjmował na audiencji zwykłych, prostych ludzi, którzy mogli mu powierzyć swoje prośby, zmartwienia lub skargi. Rządząc przez 68 lat wielkim cesarstwem o wyjątkowo skomplikowanej sytuacji geopolitycznej, pozostał człowiekiem odpowiedzialnym i w pewnym sensie skromnym.
Jego żona Elżbieta była trochę inna. Ponoć nie znosiła sztywnej etykiety dworu cesarskiego i z tego powodu często podróżowała. Wyszła za Franciszka Józefa, gdy miała 16 lat i tak naprawdę niewiele do powiedzenia. On ją kochał od pierwszego wejrzenia, mocno i szczerze, ona jego nie bardzo. W ogóle jakaś chyba dziwna była... O jej dziwności mogą świadczyć stosy listów i długie wpisy do pamiętnika - widomy znak nieporozumienia z najbliższym otoczeniem. Miała nawet specjalny pokoik do tego celu. Niesamowicie dbała o figurę. Codziennie ćwiczyła, nawet kilka godzin (kobieta! w XIX wieku!). Dbała bardzo o włosy, a miała je długie i gęste. Czesanie zajmowało zazwyczej godzinę, a przy większych okazjach i dłużej. Dla swoich podróży miała przygotowane specjalne wagony kolejowe. Zginęła zasztyletowana w Genewie w 1898 roku przez jakiegoś kolejnego włoskiego anarchistę.
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen